Jak technologia stępiła nasz gust do bajek

Poprzedni Następny 1 z 17 Film Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsFilm Steve JobsKultura cyfrowa zdaje się bronić w obliczu sposobów, w jakie nowy film Steve'a Jobsa odbiega od faktycznej historii. W przeciwieństwie do filmu, nic nigdy nie zawiodło w demonstracji Apple, Jobs nie wdał się w bójki z ludźmi przed wyjściem na scenę, Woźniak nigdy nie powiedział nic z tego, co robi jego postać w filmie, a inżynierowie po prostu nie pracują i nie mówią tak jak w filmie.

Dla ludzi, którzy dobrze znali Jobsa lub Apple'a - a nawet czytali książkę Waltera Isaacsona - licencja poetycka przejęta przez film wydaje się być nieścisłością wpisaną do historycznego zapisu. W tym sensie jest to gorsze niż niespójność dotycząca podróży w czasie we wszechświecie Star Trek.

Ale czy naprawdę dlatego ludzie są tak zaniepokojeni? Biopics zawsze pozwalali sobie na swobodę w prawdziwym życiu swoich poddanych; przerażenie tym fikcyjnym podejściem do legendy Jobsa rywalizuje z obelgiem o pożądliwego Jezusa w Last Temptation of Christ Scorsese. Dzieje się coś innego: jesteśmy niezadowoleni z tego, jak działają filmy, ponieważ media cyfrowe sprawiły, że stały się one - a przynajmniej sposób, w jaki opowiadają - przestarzałe.

Bajki na dobranoc

Aaron Sorkin jest prawdopodobnie naszym najlepszym żyjącym narratorem filmowym. W pełnej jawności dorastałem z tym facetem, reżyserowałem go w musicalach dla liceum, takich jak Pippin i Charlie Brown, i siedziałem obok niego na zajęciach z historii Ameryki, gdzie wpadł na pomysł kilku dobrych ludzi . Naprawdę go kocham i szanuję jego pracę.

Media cyfrowe sprawiły, że filmy - a przynajmniej sposób, w jaki opowiadają historie - stały się przestarzałe.

Ale w jego pisarstwie jest coś, co zawsze uderzało mnie jako, no cóż, prawie zbyt doskonale teatralne. Historie w jego programach telewizyjnych i filmach są nienagannie zaprojektowane, aby wywoływać konflikty, które spiskują, aby wydobyć dokładne wewnętrzne wady każdej zaangażowanej postaci. Nadludzki dialog - każdy ma do powiedzenia coś idealnego w każdej scenie - zwiększa stawkę, aż osiągniemy emocjonalnie oczyszczające rozwiązanie, które jest zarówno nieoczekiwane, jak i - z perspektywy czasu - nieuniknione. Sorkin jest dzisiejszym mistrzem narracji arystotelesowskiej, tego początku, środka i zakończenia, w którym postać i cały jej świat pogrążają się w chaosie, a potem po prostu spotykają się, mają absolutny sens i sprawiają, że płaczemy. Dlatego kochamy takie historie. Albo zrobił.

Ponieważ prawdziwy świat po prostu nie jest tak uporządkowany. Konflikty nie rozwiązują się; utrzymują się i jątrzą. Jak terroryzm czy globalne ocieplenie. W prawdziwym życiu prawie nigdy nie ma westchnienia ostatecznej ulgi. Oczyszczająca samoświadomość, jaką przedstawia się na końcu każdego doskonałego dramatu, nie zdarza się nawet w gabinecie psychiatry, a tym bardziej w noc przed procesem ( Kilka dobrych ludzi ), wyborami ( Prezydent USA ) czy na iPhonie próbny.

W najlepszym przypadku dobry dramat tego typu to eskapizm. Daje nam sposób, aby zobaczyć życie takie, jakie chcielibyśmy, aby było: sprawiedliwość zwycięża, złoczyńcy otrzymują swoją nagrodę, a honor jest nagradzany. Programy Sorkin takie jak The West Wing czy The Newsroom odnoszą sukces nie dlatego, że pokazują nam, jakie naprawdę są te środowiska, ale dlatego, że pokazują nam, jakie powinny być. W przeciwieństwie do klęski definiującej kadencji George'a W. jest, mamy prezydenta Martin Sheen na heroiczną podróż na równi z Szekspira Henryka V. Podczas ratingów napędzane boggles newsmedia wojny w Zatoce i misreports wybory w toku, Newsroom był hołdem dziennikarskie etyka i uczciwość przewyższające oceny i zyski.

Reżyser / producent Danny Boyle i scenarzysta Aaron Sorkin na planie Reżyser / producent Danny Boyle i scenarzysta Aaron Sorkin na planie „Steve Jobs”.

Ale te światy muszą być przedstawione w ten sposób, aby służyły jako doskonałe motory do heroicznego dramatu bardzo szczególnego typu. Są kręcone w fotorealistycznym stylu, ale stanowią tło dla klasycznej dobrze zrealizowanej sztuki.

Jak Sorkin niedawno powiedział Wired, nie jest on tak naprawdę scenarzystą, ale „dramaturgiem, który udaje scenarzystę”. Może nie do końca zdaje sobie sprawę, że to nie tylko jedna, ale dwie pełne medialne rewolucje z tyłu. Żyjemy w świecie mediów cyfrowych, w którym reguły dramatu opisane przez Arystotelesa 2000 lat temu już nie obowiązują.

Historie, które możesz kliknąć

Od dziesięcioleci interaktywne urządzenia multimedialne, od pilota i magnetowidu po Netflix i rejestrator DVR, zmieniły nasz stosunek do filmowanych historii. Jeśli w coś nie wierzymy, możemy zmienić kanał. Jeśli czegoś nie rozumiemy, możemy zatrzymać się i wrócić. Mamy wolność, której nie mogliśmy cieszyć się jako widzowie transmisji na żywo - a tym bardziej jako bywalcy kina. Nie musimy siedzieć w obliczu rosnącego napięcia, zwrotów akcji ani frustracji bohatera, chyba że chcemy. Możemy oglądać trzy programy naraz, przechodząc między nimi jako operatorzy telewizyjni, a nie jako zwykli widzowie telewizyjni. Oglądamy filmy na YouTube, mniej jako zaangażowani widzowie, niż jako zdystansowani krytycy.

W prawdziwym życiu prawie nigdy nie ma westchnienia ostatecznej ulgi.

Dlatego tradycyjne sitcomy i godzinne dramaty z cotygodniowymi szczęśliwymi zakończeniami ustąpiły miejsca historiom podzielonym na wiele małych kawałków lub serializowanym przez lata. The Simpsons został napisany dla surferów kanału. Nie obchodzi nas, czy Homer wydostanie się z elektrowni atomowej, zanim ona wybuchnie; oglądamy program scena po scenie, próbując rozpoznać, która reklama, film lub inny program jest przedmiotem satyry. To jak Mystery Science Theater 3000 , gdzie satysfakcja nie płynie z dotarcia do końca, ale z odniesienia. Domniemane hiperłącze.

Tymczasem kanały premium, takie jak HBO, są pełne programów, które tak naprawdę nigdy się nie rozwiązują. Nie oglądamy Gry o Tron po to, aby zobaczyć, kto wygra wojnę, ale po to, by obserwować grę w toku. Spójrz na tytuły otwierające na mapie siedmiu królestw: równie dobrze może to być gra fabularna fantasy lub World of Warcraft . Celem takiej gry nie jest wygrana, bo to kończy grę. Ma to na celu utrzymanie gry.

Podobnie nasze prawdziwe życie w erze cyfrowej stało się mniej tradycyjnie zorganizowane. Założyciel LinkedIn, Reid Hoffman, radzi nam zrezygnować z kariery i myśleć w kategoriach 18-miesięcznych koncertów i ciągłego poszukiwania nowych możliwości. Nigdy nie dotrzesz do ziemi obiecanej. Nie ma końca. Jedynymi, którzy wciąż opowiadają historię z zakończeniem, są VC, którzy popychają milionerów „potencjał wyjścia” swoich startupów - a dzięki programowi Mike'a Judge'a Silicon Valley , większość z nas zaczyna zdawać sobie sprawę, jakim złym charakterem okazuje się być , też.

Jig jest gotowy

Prawda jest taka, że ​​wyrosliśmy z tego rodzaju opowieści na dobranoc, które uspokajały nas i uśmierzały nasz niepokój od wieków. Nie potrzebujemy wymyślonego rozwiązania Marka Zuckerberga, który wysyła zaproszenie do znajomych do swojej byłej dziewczyny pod koniec Social Network, ani emocjonalnego katharsis, w którym Steve Jobs nawiązuje związek z córką, którą zaniedbał.

Poza tym nasze technologie cyfrowe i wrażliwość, którą wspierają, sprawiły, że rzadziej chcieliśmy oglądać czyjąś historię niż doświadczyć własnej w grze wideo. Kiedy zwracamy się dziś do mediów, jest mniej prawdopodobne, aby usłyszeć jakąś historię, niż sprawdzić fakt. W dobie przejrzystości chcemy wiedzieć, co się naprawdę dzieje.

Trzeba przyznać Sorkinowi, że był to czarny charakter z jego pierwszej wielkiej sztuki, który twierdził, że „nie możemy znieść prawdy”. Rzeczywistość, wyjaśnił postać Jacka Nicholsona, jest po prostu zbyt niechlujna, zbyt brudna, zbyt gwałtowna, byśmy niewinni mogli to zobaczyć. Potrzebujemy ładnych historii.

Ale jako członkowie pokolenia cyfrowego nauczyliśmy się wchodzić w interakcje ze światami za ekranem. Staliśmy się mistrzami najpotężniejszych technologii, jakie ludzkość kiedykolwiek znała i zjadła z drzewa wiedzy. Rzeczywiście, ugryzliśmy jabłko.

I za to musimy podziękować prawdziwemu Steve Jobsowi.

Douglas-rushkoffDouglas Rushkoff jest autorem Present Shock: When Everything Happens Now, a także kilkunastu innych bestsellerowych książek o mediach, technologii i kulturze, w tym Program or Be Programmed, Media Virus, Life Inc i powieść Ecstasy Club. Jest profesorem teorii mediów i ekonomii cyfrowej na CUNY / Queens. Napisał powieści graficzne Testament i ADD oraz nakręcił telewizyjne filmy dokumentalne Generation Like, Merchants of Cool, The Persuaders i Digital Nation. Mieszka w Nowym Jorku i wykłada o mediach, społeczeństwie i ekonomii na całym świecie.